Letni buraczkowy chłodnik i kurczak na w sosie paprykowo mangowym

Minęły już 4 lata istnienia Zdrowiej z SCD :) Tak, dokładnie 16 czerwca 2013 roku powstał pierwszy wpis na tej stronie :) To już ponad 4 lata od momentu kiedy zaczęłam myśleć: a może tak by zacząć o tym wszystkim pisać? Może komuś też to pomoże? Może ta informacja ma szanse dotrzeć do większej liczby ludzi w Polsce, jeśli zacznę pisać o tym bloga? Nie wiem czy wpadłabym na ten pomysł, gdyby nie przyjaciółka, która sama jest blogerką i namówiła mnie do stworzenia Zdrowiej z SCD. Moja misja sprawdziła się w wielu, wielu przypadkach. To jest tak bardzo budujące, że gdy dostaję taki piękny mail czy komentarz, to łzy same napływają do oczu i mówię wtedy do męża: zobacz, kolejna osoba znalazła bloga i doszła do remisji, to wspaniałe!

Dlatego zamieszczam tu dzisiaj takie podziękowania dla tych, którzy jeszcze się wahają, którzy piszą do mnie i zadają to podstawowe pytanie: czy mi dieta SCD pomoże? Jak nie zaczniesz to się nie dowiesz. Nie obiecuję, że ozdrowiejesz w kilka dni, że symptomy choroby miną szybko, że wszystko wróci do normy w błyskawicznym tempie. Wiem jedno, to co spożywamy ma ogromny wpływ na nasze zdrowie i wiem, że Twoje ciało ci za to podziękuje. Zmiana odżywiania organizmu jest pierwszym krokiem do poprawy zdrowia po diagnozie choroby autoimmunologicznej. Dieta SCD została stworzona specjalnie z myślą o leczeniu jelit. Zacznij od wiedzy, wprowadź ją w życie, obserwuj siebie, słuchaj swojego organizmu, wypoczywaj porządnie, śpij głęboko, odżywiaj się odpowiednio.

Dziękuję za wszystkie maile i podziękowania. To one sprawiają, że dziś mam ochotę usiąść przed komputerem i mimo innych obowiązków czy przyjemności, siedzę i piszę tego posta. Życzę wszystkim zdrowia, spokoju, wytrwałości i cierpliwości, wiary że będzie dobrze :)

Mail od Łukasza: Cześć, :)  Piszę, bo po prostu chciałem podziękować w imieniu swoim jak i pewnie wielu innych osób, którym przywracasz nadzieje do walki z chorobą. Zdiagnozowano u mnie WZJG dwa miesiące temu. Nie jestem fanem leków, więc od razu zacząłem szukać w Internecie informacji na temat alternatywnych sposobów leczenia. I tak trafiłem na zdrowiej zscd. Zacząłem drążyć temat i postanowiłem spróbować. Regularnie czytałem Twojego bloga i stosowałem się do zaleceń SCD. Kupiłem wolnowar i jogurownice. Już od pierwszych dni nastąpiła u mnie diametralna poprawa, więc brnąłem w to dalej ;) I tak, po dwóch miesiącach diety, nie dość, że objawy choroby ustąpiły, to i czuje się lepiej. Za dietą poszły zmiana stylu życia – orzechy piorące zamiast proszku, chemia domowa zastąpiona octem i sodą itp. Sama dieta jest wymagająca i intrygująca zarazem: Zakochałem się w chedarze i jogurcie SCD, a desernik na jego bazie jest po prostu obłędny. I wiem, że jeszcze długa droga do wyleczenia ale nie poddaje się i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy na blogu. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! :) Łukasz

Komentarz od Beaty: Witam Madziu ciszę się że znowu piszesz bloga i raczysz nas twoimi przepisami. Ja natrafiłam na twego bloga rok temu i zaraz rozpoczęłam dietę scd muszę przyznać że początki są trudne ta zmiana odżywiania to po prostu kosmos.Ale cały czas myślałam że tobie się udało to mi też musi. Chorowałam na CU prawie 15 lat a teraz po roku diety czuję się bardzo dobrze moje obiawy minęły tak po 8 miesięcah diety bo jak zaczęłam dietę miałam objawy choroby brałam mnóstwo tabletek i tak myślałam że jak mi 15 lat nie pomogły te wszystkie tablet to warto spróbować coś innego i tak znalazłam twjego bloga i zaczęłam dietę scd jestem tobie Madziu wdzięczna za twjego bloga bo po angielsku nie umiem a ty jesteś moim ratunkiem na zdrwie.Piszę to dla wszystkich ludzi którzy chcą być zdrowi że ta dieta naprawdę działa tyko trzeba cierpliwie i konsekwentnie wszystkiego przestrzegać tak jak jest to napisane na twoim blogu.Dziękuję Madziu ci jeszcze raz za tego bloga tylko tak dalej :-) Pozdrawiam Beata

Zupełnie nie wiem czemu dopiero teraz ten bardzo polski i prosty przepis pojawia się na moim blogu. Z pewnością chociaż raz w życiu próbowaliście chłodnika z buraczków. Będzie idealny szczególnie w ciepłe dni i teraz kiedy botwinka, koperek czy rzodkiewki są dostępne w warzywniaku. Chłodnik ten ma dodatkową zaletę w przypadku naszej diety, bo używamy do niego jogurtu SCD. Czyli nie tylko mamy pyszny posiłek na stole, ale i odżywiamy organizm w najważniejsze dla nas: dobre bakterie!

CHŁODNIK BURACZKOWY Z JOGURTEM SCD, składniki: pęczek 5-6 buraczków wraz z botwinką, woda, pęczek rzodkiewek, ogórek zielony, szczypiorek, koperek, sól, pieprz, 1 szklanka jogurtu SCD, sok z cytryny.

Chłodnik z buraczków

Chłodnik z buraczków

Buraki obierz i zetrzyj na tarce jarzynowej. Botwinkę posiekaj. Przełóż do garnka i zalej wodą, gotuj do miękkości, około 20min. Dobrze wystudź zupę, dodaj sok z cytryny, posól i popieprz do smaku. Przed podaniem wymieszaj z jogurtem SCD z posiekaną rzodkiewką, startym ogórkiem, koperkiem, szczypiorkiem. Jak bardzo buraczkowy albo jogurtowy będzie chłodnik zależy od ciebie. Ja lubię bardziej nasycony warzywami, mocno różowy. Pamiętam jak w Polsce próbowałam chłodników latem w restauracjach, niektóre były bardzo gęste od jogurtu i lekko tylko różowe. Jeśli nie tolerujesz dobrze surowego ogórka czy rzodkiewek, taki chłodnik pełen buraczków tylko z jogurtem i koperkiem będzie równie pyszny :) Dodatkowo możesz dodać gotowane jajo, które sprawi, że zupa będzie bardziej odżywcza. Pamiętaj, żeby nie mieszać gorącej zupy z jogurtem SCD, wtedy uśmiercisz bakterie z jogurtu.

Drugi przepis, którym postanowiłam się dzisiaj podzielić, jest moim ostatnim odkryciem ;) Uwielbiam przyrządzać obiad w wolnowarze, tej wygody nie da się z niczym porównać. Wrzucam składniki do ceramicznej misy, mieszam, nastawiam czas, temperaturę i mogę wyjść z domu. Po powrocie mam gotowy obiad, no czasem przygotuję jeszcze jakieś świeże warzywa ;)

UDKA KURCZAKA W SOSIE PAPRYKOWO MANGOWYM, składniki: 8 udek z kurczaka, 1 duża cebula, 3 czerwone papryki, słoik 350ml sosu z mango lub zmiksowany miąższ z 3 owoców mango, 2 marchewki, 2 ząbki czosnku, płaska łyżeczka słodkiej papryki, sól, pieprz, olej kokosowy lub ghee.

Kurczak w sosie paprykowo mangowym

Kurczak w sosie paprykowo mangowym

Jeśli gotujesz danie w wolnowarze, włóż kurczaka, obsyp go przyprawami i natrzyj przeciśniętym czosnkiem. Dodaj posiekaną i podsmażoną cebulkę, pokrojoną w paski paprykę i marchew. Wszystko wymieszaj z sosem mangowym (przepis). Dla chętnych: ostra papryka lub chilli nadadzą wyrazistość smaku. Nastaw wolnowar na „low” na 7-8 godzin lub na 4 godziny na „high”. To danie możesz także udusić w tradycyjnym garnku. Najpierw podsmaż udka na oleju kokosowym lub ghee, przełóż do garnka i dodaj resztę. W razie konieczności podlej odrobiną wody w obu metodach gotowania. Gotuj do miękkości.

Wiem, że owoce mango może nie są łatwo dostępne (szukajcie też mrożonego), ale to danie jest tak pyszne, że warte zachodu. Myślę, że można by było też spróbować użyć miąższu z dojrzałych brzoskwini :) Mojego kurczaka serwowałam z ryżem kalafiorowym i sałatką ze świeżych warzyw. Smacznego!

Opublikowano Drób, Jogurt SCD, PRZEPISY, Wegetariańskie | Otagowano , , , , , , , | 10 komentarzy

Przepis na hinduskie curry z rybą oraz… :)

Uwielbiam hinduską kuchnię. Konkretne smaki, korzenne przyprawy, ten aromat! Ostatnio wpadłam do domu z zakupami, w siatach 6 kalafiorów i świeża ryba. Kalafior był na super promocji, więc nie zaszkodziło zrobić w zamrażarce zapasy ryżu kalafiorowego, który sprawdza się ze wszystkim i jest naszym ulubionym dodatkiem zastępującym węglowodany złożone :) Miałam około godziny na zrobienie obiadu, a do tego głód mówił mi, że musi to być coś pysznego! Ostatnio w jednej z moich cennych książek kucharskich znalazłam przepis na rybne curry i to był właśnie idealny moment na jego ugotowanie!

Curry z rybą czy innymi owocami morza jest chyba najszybszym tego rodzaju daniem do zrobienia. Ryba staje się gotowa w kilka minut po zanurzeniu w sosie, podobnie dzieje się z krewetkami. Na początek zmiksowałam w blenderze kalafiora i wrzuciłam go na olej kokosowy, na dużą patelnię. Mieszając ryż kalafiorowy… ugotowałam curry z rybą. Ależ to było pyszne!

CURRY Z RYBĄ, składniki: 1 mała cebula, 2 łyżeczki kurkumy, 2 łyżeczki mielonych ziaren kolendry, 1/4 łyżeczki mielonych ziaren kardamonu, 1 łyżeczka mielonego kminu, ok. 500-700g białej ryby, 1/4 łyżeczki soli, sok z 1 cytryny, 2 łyżki oleju kokosowego, 1 łyżka startego na drobnej tarce korzenia imbiru, 3 ząbki czosnku (posiekane), 1 laska cynamonu, 1/2 łyżeczki suszonego chilli (opcjonalnie), pieprz czarny, 400ml mleka kokosowego (lub śmietany kokosowej), ok. 300-500ml wody lub wywaru rybnego. Plus opcjonalnie warzywa, które lubisz: marchew, fasolka szparagowa, kalafior, groszek zielony, dynia.

RYBNE CURRY

RYBNE CURRY

Rybę umieść w naczyniu, wyciśnij na nią sok z cytryny i lekko posól. Wstaw na 10 minut do lodówki. W małej miseczce połącz wszystkie suche przyprawy. Na oleju kokosowym, najlepiej w garnku z grubym dnem, zeszklij posiekaną cebulę. Zmniejsz płomień i dodaj czosnek oraz starty imbir. Dodaj sypkie przyprawy, laskę cynamonu, mieszaj i smaż minutę. Następnie wlej mleko kokosowe i połowę wody. Zagotuj całość i dodaj pokrojone ulubione warzywa. Gdy warzywa będą gotowe dodaj do garnka pokrojoną w kawałki rybę. W razie konieczności dolej więcej wody. Moja ryba była gotowa w 6-7 minut, ale inne gatunki mogą wymagać innego czasu gotowania. Sprawdź widelcem czy płaty mięsa łatwo się rozdzielają. Na koniec dopraw do smaku solą. Gotowe!

Jak widzicie na zdjęciu, ja użyłam fasolki szparagowej oraz białych ziemniaków (to ze względu na kompromis domowy ;) ) Ziemniaki (skrobię) możesz próbować wprowadzać do jadłospisu po min. 18 miesiącach diety SCD. Curry podałam z ryżem kalafiorowym. Cała potrawa powinna wystarczyć na 4 porcje obiadowe. Jeśli ugotujesz kalafior razem z curry możesz podać danie np. z puree z dyni.

Pamiętaj, aby nie kupować gotowych mieszanek przypraw typu „curry”. Zwykle są wzbogacane mąką ryżową lub inną skrobią i mogą też zawierać gluten. Przyprawy muszą być w formie czystej. Jeśli chcesz mieć gotową mieszankę, połącz przyprawy w domu i przechowuj w słoiku.

Na koniec tego krótkiego wpisu mała nowość ;) Pokonałam w końcu swój opór do aplikacji Instagram. Nadal się tego uczę… i muszę przyznać, że niestety nie przepadam za milionem apek, które „musisz mieć”. Jednak pomyślałam, że może być to fajny, szybki i prosty sposób na to, aby pokazać Wam co jem na co dzień. Oczywiście nie wszystko będzie tam lądowało, bo ile razy można wrzucać jajecznicę ;) Ale czasami to może Wam pomóc w kwestii żywienia według SCD. Więc jeśli ktoś ma ochotę to ZDROWIEJ Z SCD jest na Instagramie :)

 

 

Opublikowano Dynia, kalafior, PRZEPISY, Ryba | Otagowano , , , , | 3 komentarzy

Cytrusowy zawrót głowy czyli cytrynowe kulki i ciasto pomarańczowo-migdałowe

W ostatnim poście było ciasto, teraz znowu słodkości… Czy ja ich tyle jem? Co to, to nie :) Zwykle są to przyjemności weekendowe lub na szczęście rzadkie zachcianki na coś słodkiego – to w przypadku szybkich kulek. Już o tym pisałam, że to są absolutnie tylko dodatki do diety i nie powinny znajdować się codziennie w jadłospisie. Jednak postanowiłam napisać o tych pysznościach chcąc uczcić przekroczone tysiąc polubień Zdrowiej z SCD na Facebooku :D

Prawie wszyscy moi znajomi wiedzą jak jem i jak wpadnie im w ręce coś bezglutenowego (i dobrego!) od razu mnie o tym informują :) Tak też się stało w przypadku ciasta pomarańczowo-migdałowego. Orange Almond Cake jest dość popularne w Australii i można je nabyć w wielu kawiarniach. Co prawda moje zaufanie do gotowych wypieków jest dość osłabione, jednak zapewnienie, że ciasto jest bez glutenu powoduje, że mogę go odrobinę spróbować. Było pyszne, więc pomyślałam, że sprawdzę przepis i… zrobię zgodnie z SCD. Wtedy dostałam od szefa kuchni recepturę! Od razu zamieniłam cukier puder na miód i upiekłam żeby sprawdzić co z tego wyjdzie ;) No i… wyszło! To ciasto jest wyjątkowo pyszne, bardzo pomarańczowe, wilgotne i aromatyczne. Zaskarbiło sobie serce mojej przyjaciółki, która nie może przestać go piec :D

CIASTO POMARAŃCZOWO-MIGDAŁOWE, składniki: 3 jaja, 125g mąki migdałowej (lub kubeczek 250ml), 110-120g miodu, 2 pomarańcze.

CIASTO POMARAŃCZOWO MIGDAŁOWE

CIASTO POMARAŃCZOWO-MIGDAŁOWE

Najpierw przygotuj pomarańcze myjąc je dokładnie i gotując w wodzie około 45 – 50 minut. Następnie odlej wodę i pozostaw do ostygnięcia. W mikserze połącz jaja z mąką migdałową i miodem. Potem dodaj całe ugotowane pomarańcze i zmiksuj ponownie. Tak, wiem brzmi to dziwnie, ale w tym przepisie używamy całych, nieobranych i ugotowanych pomarańczy. Masę wylej do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja użyłam blaszki o średnicy 23cm). Piecz ok 45-50 minut w 165-170°C. Następnie wyjmij ciasto razem z papierem na kratkę do całkowitego ostygnięcia.

CIASTO POMARAŃCZOWO MIGDAŁOWE

CIASTO POMARAŃCZOWO-MIGDAŁOWE

Jeśli ciasto wychodzi zbyt aromatyczne, zawsze można zmniejszyć ilość owoców do dwóch pomarańczy. Ilość miodu wedle upodobań, dla mnie 110g to optymalna słodkość :)

Kulki energetyczne stały się ostatnio bardzo popularne, dzięki swoim składnikom dają dużo energii :) To szybki deser bez konieczności pieczenia/gotowania. Wystarczy kilka składników, mikser i dwie łapki do rolowania :) Osobiście uwielbiam kulki z daktyli, różnych orzechów, oleju kokosowego i surowego kakao. Niestety dieta SCD nie zezwala na spożywanie ani kakao, ani karobu, więc jeśli ktoś ma ochotę spróbować tego smakołyka przedstawiam dziś jak go zrobić w wersji SCD. Potrzebne nam produkty, które pomogą „skleić” masę, czyli np. daktyle, miód, olej kokosowy lub masło. Reszta to orzechy, kokos, pestki np. słonecznika, mielone siemię lniane, suszone jabłko z cynamonem.

Dziś przedstawiam Wam przepis na kulki cytrynowe. Są bardzo orzeźwiające, lekko słodkie, przepyszne. W przepisie użyty jest sok z cytryny jak również skórka cytrynowa, która zawiera właściwości zdrowotne. Co dla nas jelitowców istotne: pomaga przy wzdęciach redukując poziom gazów jelitowych oraz poprawia przemianę materii redukując zaparcia.*

CYTRYNOWE KULKI, składniki: 1 kubeczek (250ml) orzechów nerkowca lub blanszowanych migdałów (lub mąki migdałowej), 1 kubeczek niesłodzonych wiórków kokosowych, skórka z 1 cytryny, sok z połowy cytryny, 1/2 łyżeczki naturalnego i niesłodzonego ekstraktu z wanilii (opcjonalnie), szczypta soli, 2 łyżki miodu.

KULKI CYTRYNOWE

KULKI CYTRYNOWE

Na początek wymyj dobrze cytrynę i zetrzyj z niej skórkę na drobnej tarce. Wyciśnij sok z połowy cytryny. Wrzuć wszystkie składniki do blendera i zmiksuj, tak żeby się dobrze połączyły. Masa powinna być wilgotna i lepka. Roluj kulki wielkości orzecha włoskiego. Możesz obtoczyć je dodatkowo w wiórkach kokosowych lub w mące kokosowej. Najlepsze po lekkim schłodzeniu w lodówce. Z podanego przepisu wyszło mi 14 kulek. Smacznego rolowania :)

*https://krokdozdrowia.com/skorka-cytryny-wykorzystaj-wlasciwosci/

Opublikowano Desery, PRZEPISY, Wegetariańskie | Otagowano , , , | 6 komentarzy

Coś dla łasuchów, czyli ciasto bez jaj oraz rolki z kapusty

Dawno mnie tu nie było, tak wiem… Dostałam już upomnienia od moich wiernych czytelników :) Dziękuję Wam za to, że jesteście i że mi przypominacie po co istnieje ten blog :)

U mnie wszystko dobrze, zdrowie dopisuje, energia na wysokim poziomie. Odżywianie można powiedzieć bez zmian, no może bardziej otworzyłam się na jedzenie na mieście, już tak nie panikuję i nie strofuję kelnerów ;) Ostatnio regularnie spożywam sporo surowych warzyw i owoców. Muszę przyznać, że fascynuje mnie surowe wegańskie jedzenie, które niesamowicie na mnie działa. Mam mnóstwo energii, czuję lekkość w żołądku (a przy upałach to bardzo miłe uczucie). Mimo to, wiem co jest dla mnie dobre i raczej weganką się nie stanę ;) Zielone koktajle są w moim prawie codziennym menu, tak samo świeże owoce, które są moim źródłem cukru. Obecnie mamy końcówkę lata, więc cudowne tropikalne owoce od paru miesięcy mam pod ręką.

Przez ostatnie parę miesięcy wymieniłam sporo maili z nowymi czytelnikami Zdrowiej z SCD. Obserwuję wejścia na bloga, czytam Wasze maile i widzę, że problem jelitowy rośnie z coraz większą siłą. Wybaczcie moją szczerość, ale choroby jelit nie dopadają nas z dnia na dzień. One były, są i będą. Taką mamy obecnie żywność na świecie, że 3/4 każdego dużego sklepu to żywność przetworzona. To produkty, które spożywane przez ludzi robią im wielką krzywdę. Zawierają mnóstwo chemii, toksyn, zmieniają florę bakteryjną jelit zaburzając jej prawidłowy stan. Nie mają wartości odżywczych, na które nasze organizmy czekają każdego dnia. Te produkty zapychają żołądki, żeby człowiek nie odczuwał głodu, ale nas nie odżywiają. Każda dieta, czy to będzie SCD czy Paleo czy każda inna, ma za zadanie zdrowo odżywiać człowieka. Odżywianie to sztuka, a nie jedzenie byle czego. W naszej diecie mają znaleźć się warzywa, owoce, jaja, mięsa, podroby, dobre tłuszcze, kiszonki, owoce morza. Taka żywność świeża i nieprzetworzona pomoże nam wrócić do zdrowia. Jakość jedzenia jaką spożywasz ma ogromne znaczenie. Dlatego jeśli chcesz zacząć swoją przygodę zdrowienia z SCD to stosuj się do jej zasad od A do Z, podjadanie chleba czy słodyczy jest oszukiwaniem samego siebie. Jeśli jelita chorują to m.in. znak, że są nieprawidłowo karmione.

Z moich różnych obserwacji wynika, że im prościej jemy tym lepiej. Im więcej składników na talerzu, wymieszane surowe z gotowanym i 10 różnych warzyw w surówce, tym większa szansa na wzdęcia. Dlatego jeśli jesteś na początku swojej drogi z SCD lub też masz problemy z trawieniem, posiłki proste być może będą kluczem do sukcesu dobrego samopoczucia.

A teraz czas na coś nowego. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to zrobię, a jednak! Upiekłam ciasto….bez jaj. Przepis wydał mi się bardzo prosty i postanowiłam go wypróbować, bo wiem, że są tu osoby z nietolerancją na jaja. Mam nadzieję, że przypadnie Wam on do gustu :)

5 składnikowe ciasto bez jaj, składniki: 2 mocno dojrzałe banany (ok. 300g), 12 świeżych daktyli (lub 14-16 suszonych), 2 marchewki starte na tarce (ok. 200g), 2 kubeczki mąki migdałowej (2 x 250ml), 2 kubeczki wiórków kokosowych.

Ciasto marchewkowo bananowo kokosowe

Ciasto bananowo kokosowe z marchewką

Jeśli używasz świeżych daktyli, upewnij się że nie ma w nich pestek i zmiksuj je w blenderze ok. 10 sekund. Jeśli masz suszone, to zalej je gorącą wodą i odstaw na kilka minut, tak aby zrobiły się miękkie. Odlej wodę na sicie i sprawdź każdego daktyla czy nie ma w nim pestki, zmiksuj. Do blendera dołóż marchew wcześniej startą na tarce (może być jarzynowa lub drobniejsza), dodaj banany i wiórki. Wszystko wymieszaj, zmiksuj. Marchew możesz także zmiksować bez konieczności ścierania na tarce. Ja nawet użyłam pulpy po soku marchewkowym i ciasto wyszło równie pyszne, tylko może ciut bardziej suche.

Przełóż masę na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę. Masa powinna być zbita i plastyczna. Wielkość formy zależy od tego, czy chcesz uzyskać wypiek wyższy, czy bardziej płaski. Ja rozwałkowałam ciasto na ok. 1,5 cm pomiędzy dwoma kawałkami papieru, zdjęłam górny papier i upiekłam duży placek. Piecz 45-50 min w 175ºC. Po upieczeniu daj ciastu dobrze ostygnąć.

Ciasto bez jaj

Ciasto bez jaj

Samo ciasto bazowe idealnie nadaje się do posmarowania dżemem, masłem, jak tylko lubisz. Samo w sobie jest pyszne. Po ostygnięciu mojego placka, przekroiłam go na pół. Jedną część wysmarowałam kremem i przykryłam drugą częścią.

Krem orzechowy, składniki: 1 kubeczek orzechów makadamia (ja użyłam nerkowców), 2 łyżki oleju kokosowego, 1 łyżka miodu, pół kubeczka mleka kokosowego.

Wszystkie składniki zmiksuj w blenderze. Orzechy długo miksowane stają się masłem orzechowym. Możesz użyć innych orzechów, np. migdałów. Ja dolewałam jeszcze ciut więcej mleka kokosowego, bo mój krem wyszedł bardzo gęsty. Ciasto wyszło pyszne i mimo, że przepis nie zawiera jaj, było zwarte i się nie rozkruszało.

Kolejny przepis, mam nadzieję spodoba się nie tylko wielbicielom gołąbków, ale i tym, którzy trochę tęsknią za sushi na diecie SCD. Rolki z kapusty możecie zrobić na milion sposobów, w zależności jaki farsz wrzucicie do środka. Moje rolki powstały dość spontanicznie. Pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam jeść podsmażoną włoską kapustę wyjętą z rosołu, to był smak dzieciństwa! A że piękna, duża kapusta zagościła w mojej kuchni, postanowiłam, że nie zmarnuję tych dorodnych liści i zrobię z nich coś fajnego, coś co będzie można jeść na ciepło i na zimno, na lunch do pracy, na kolację, a nawet na szybkie śniadanie. Te rolki możesz przygotować sobie na parę dni, każdego dnia odsmażając potrzebną ilość na patelni.

Rolki z kapusty z nadzieniem z soczewicy i kurczaka, składniki: 10 liści kapusty, 1 pierś drobiowa, 1 cebula, ok 2 szklanek ugotowanej wcześniej czerwonej soczewicy, 4-6 pieczarek, 1/4 papryki czerwonej lub zielonej, ząbek czosnku, pasta pomidorowa najlepiej własnej roboty, przyprawy: sól morska, pieprz czarny, papryka słodka, chili lub jalapeno (dla odważnych), pół łyżeczki mielonego kminu.

Rolki z kapusty

Rolki z kapusty

Liście obgotuj w osolonej wodzie około 10 minut. Odcedź i odstaw do ostygnięcia. Przygotuj farsz: na ghee lub oleju kokosowym zeszklij posiekaną cebulkę, dodaj mięso pokrojone w kostkę ok. 1,5 x 1,5 cm, podsmaż. Dodaj przeciśnięty czosnek, pokrojone drobno pieczarki i paprykę, smaż na średnim ogniu parę minut. Następnie dodaj przyprawy, soczewicę i pastę pomidorową. Zmniejsz ogień i gotuj jeszcze parę minut. Pamiętaj, że dozwolone na SCD strączkowe muszą być namoczone na noc przed gotowaniem, odsączone z wody, w której się moczyły i ugotowane w świeżej wodzie do miękkości.

Ostudź lekko farsz, tak aby się nie poparzyć i przystąp do zawijania rolek. Dokładnie tak samo jak w przypadku gołąbków. Na środek liścia wyłóż ok 2 łyżek farszu (w zależności od wielkości liści) , zawiń boki i zwiń liść w rulon. Podsmaż gotowe rolki na ghee lub oleju kokosowym. Możesz je jeść same lub też z ulubionym dipem czy sosem.

Rolki z kapusty z farszem z soczewicy

Rolki z kapusty z farszem z soczewicy i kurczaka

Mój farsz powstał z… tego co było w lodówce ;) Miałam ugotowaną wcześniej soczewicę, która idealnie się sprawdziła oraz jedną pierś kurczaka. Możesz użyć mięsa mielonego, nawet uważam, że lepiej się nadaje do tego przepisu niż pierś. Możesz zrobić wnętrze wegetariańskie, dodaj do soczewicy startą marchew i selera, trochę dyni. Dodaj przyprawy, które lubisz. Możesz też dołożyć do środka cienkie paseczki surowych warzyw, np. marchwi czy ogórka (jeśli jesz na zimno). Kreacja rolki zależy od Ciebie. Ważne, żeby farsz był w miarę gęsty, nie powinien wylewać się ze środka po przekrojeniu. Jeśli jesteś w pierwszych miesiącach SCD i jeszcze nie włączyłeś strączkowych (po 6-ciu miesiącach diety), zrób farsz z mięsa i innych ulubionych warzyw. Pychota! Życzę miłego weekendowego gotowania! :)

 

Opublikowano Desery, Drób, Fasola, PRZEPISY, Wegetariańskie | Otagowano , , , , , , | 3 komentarzy

Placek cukiniowy, kiszonki z cukinii oraz marchewkowe ciasteczka

Dziś postanowiłam podzielić się z Wami przepisami, które odkryłam po tym jak nadmiar żywności pobudził moją kreatywność ;) Bardzo doceniam fakt, że mam dostęp do dobrej jakości produktów i czerpię ogromną radość z ich gotowania. W moim domu niezwykle rzadko wyrzuca się żywność, jeśli już to są to zwykle owoce awokado, które w tutejszym ciepłym klimacie potrafią dojrzeć i nadpsuć się niezwykle szybko. Nie znoszę marnowania żywności i robię wszystko, żeby nie tak się nie działo.
Jeśli tylko mam za dużo mięsa czy warzyw, zwykle je mrożę. Warzywa duszę i zamrażam, owoce przerabiam na dżemy czy musy do ciast. Jakiś czas temu zakupiłam suszarkę do żywności, która sprawdza się w sytuacjach kiedy ciężko coś zamrozić, np. nadmiar czosnku czy cebuli ususzone w suszarce, przetrwają dużo dłużej.

W ostatnich miesiącach wyrobiłam sobie nawyk częstego picia soków świeżo wyciskanych. Zwykle piję sok z marchwi z cytrusami, z buraka z ananasem, czy jarmużu z jabłkami. Któregoś dnia wrzucając kilka marchewek do sokowirówki pomyślałam sobie, że szkoda wyrzucić tą pozostała po wyciskaniu pulpę do śmieci. Zachowałam wiórki marchewkowe i wymyśliłam pyszny przepis na ciastka :) Od tamtej pory kiedy robię sok z marchwi w następnej kolejności powstają ciastka. Nie musisz od razu po zrobieniu soku zabierać się za pieczenie ciastek. Pulpę przechowaj w pojemniku w lodówce, ciastka możesz upiec na drugi, trzeci dzień.

CIASTKA MARCHEWKOWE Z PULPY SOKOWEJ, składniki: pulpa z 5-6 średnich marchewek, 2 jaja, 3 łyżki oleju kokosowego, 2-3 łyżki miodu, łyżka pestek dyniowych, 1 i 1/2 kubeczka wiórków kokosowych, 1 i 1/2 kubeczka mąki migdałowej, po 1 łyżeczce: cynamonu, gałki muszkatołowej, mielonego imbiru.

CIASTKA MARCHEWKOWE

CIASTKA MARCHEWKOWE

Nastaw piekarnik na 170-175ºC. Na blasze rozłóż papier do pieczenia. W dużej misce wymieszaj dłonią wszystkie składniki. Masa powinna być lekko lepka. Układaj na blasze kulki wielkości śliwki i rozgniataj do uzyskania 1cm grubości ciastka. Powinno wyjść około 18 ciastek. Piecz około 25 minut, do lekkiego przyrumienienia. Ciastka mogą leżeć w lodówce długo, jednak zwykle znikają w kilka dni :) Idealne do kawy, na piknik, jako pożywna przekąska w ciągu dnia. Ilość miodu użytego w przepisie zależy od upodobań, to samo dotyczy przypraw.

Na kolejny przepis natrafiłam w internecie. Obserwuję sporo blogów kulinarnych Paleo, w związku z tym mam codzienną dawkę różnych pomysłów. Oczywiście nie wszystkie są w moim kulinarnym guście, ale ten poniższy od razu mi się spodobał. Po pierwsze jest łatwy, po drugie ma wiele zastosowań, po trzecie przecież to świetny przepis na tę chwilę, bo w Polsce jest lato i sezon na cukinię! A że mamy dużo cukinii, to nic nie może się zmarnować :)

Placek cukiniowy jest pyszny, lekki, może służyć jako baza pod pizzę (pyszna, robiłam), może być podstawą śniadania, obiadu czy kolacji. Można go jeść na zimno lub podgrzać na patelni, wtedy staje się jeszcze bardziej przyrumieniony.

PLACEK Z CUKINII, składniki: 6 średnich cukinii, 2 jaja, 3/4 szklanki startego sera żółtego np. cheddar, sól, pieprz.

DSC_0007 (680x1024)

W dużej misce zetrzyj na tarce cukinię, umytą, osuszoną, bez końcówek. Dodaj jaja, ser i przyprawy, wymieszaj. Konsystencja będzie bardzo mokra. Przełóż masę na ściereczkę, zamknij ją jak worek i wyciśnij mocno sok z cukinii nad zlewem, tak długo aż prawie przestanie lecieć. Odciśniętą masę wyłóż na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Rozłóż równomiernie i dociśnij dłońmi formułując równy płaski placek o grubości około 1.5 – 2 cm. Piecz w piekarniku nagrzanym do 220ºC około 30-40 minut. W czasie pieczenia placek dodatkowo lekko wyschnie.

PLACEK CUKINIOWY

PLACEK CUKINIOWY

Jeśli chcesz go użyć jako bazę pod pizzę czy zapiekankę, po upieczeniu posmaruj powierzchnię sosem pomidorowym, posyp oregano i ułóż ulubione składniki, zapiecz ponownie. Uważam, że jest to świetny przepis na początek diety oraz dla tych, którzy z chęcią zjedliby pizzę, a np. jeszcze nie mogą jeść orzechowego spodu.

A jeśli mowa o cukinii i o dobrych bakteriach w diecie SCD to nie może zabraknąć opcji kiszenia. Ostatnio natrafiłam na książkę o fermentacji żywności, w której jest mnóstwo kiszonkowych przepisów, m.in. na kiszoną cukinię.

KISZONA CUKINIA, składniki: 3 mniejsze cukinie, 2 łyżeczki soli morskiej, 500ml wody, słój 1l.

KISZONA CUKINIA

KISZONA CUKINIA

Cukinię zetrzyj na tarce następnie włóż i dociśnij w słoju tak, aby zostawić 5 cm miejsca od góry. Sól rozmieszaj dobrze w wodzie. Zalej cukinię, dociśnij palcami, tak by żaden kawałek nie wystawał poza solankę. Zakręć słój i codziennie uwalniaj gaz odkręcając delikatnie nakrętkę oraz czystą łyżką ugniataj zawartość, tak aby wszystko było zatopione w soku. Możesz też nastawić cukinię w dużym glinianym garze, obciążyć małym talerzykiem z kamyczkiem jak to robiły nasze babcie kisząc kapustę. Ja właśnie przygotowałam moją pierwszą cukinię do kiszenia z tego przepisu. Za 4-5 dni będzie gotowa! Mam nadzieję, że wyjdzie i że będzie pyszna. Po ukiszeniu przechowuj słoik w lodówce do kilku tygodni.

KISZONA CUKINIA Z PRZYPRAWAMI, składniki: 4 kubki cukinii pokrojonej w plasterki, 1/4 średniej czerwonej cebuli, 3 ząbki czosnku, 2 łyżeczki startego na tarce świeżego imbiru, 4 kubki wody, 2 łyżki dobrej jakości soli, 1/2 łyżeczki kurkumy w proszku, 4 słoje ok. 800ml lub 3 słoje 1 litrowe plus jeden 500ml.

KISZONA CUKINIA

KISZONA CUKINIA (źródło: fermented food lab)

Pokrój cukinię w plasterki lub zetrzyj na tarce do mizerii. W słojach ułóż plasterki cukinii, dodaj cebulę i czosnek. Wymieszaj wodę z solą, dodaj kurkumę oraz imbir i ponownie wymieszaj.
Zalej cukinię w słojach, zakręć słoje i zostaw na 3-7 dni w ciemnym, suchym miejscu. Jeśli solanka zrobi się mętna, spróbuj cukinię, prawdopodobnie jest już ukiszona. Gotowe słoje przechowuj w lodówce do miesiąca czasu.

Minęło 5 dni odkąd nastawiłam moją cukinię. Jest pyszna, w smaku bardzo podobna do kiszonych ogórków i jem ją z wielkim smakiem. Jeśli robisz cukinię w słoiku, podstaw pod słoik talerzyk, bo gaz spowoduje wyciekanie solanki.

W kolejce na próbowanie czeka kiszona kapusta z kminkiem oraz koreańskie Kimchi, którego jestem wielką fanką. Miłego kiszenia i smacznego :)

Opublikowano Cukinia, Desery, PRZEPISY, Wegetariańskie | Otagowano , , , , , , , , , | 13 komentarzy

Bo dobre bakterie to podstawa!

Tak wiem, tytuł tego posta brzmi trochę naukowo jak na bloga głównie z przepisami kulinarnymi ;) Jednak chcę napisać o tym co w tej całej diecie SCD i jakiejkolwiek innej jest najważniejsze i co przesądza o tym jak funkcjonujemy na co dzień.

Po ponad 3 latach kompletnej zmiany odżywiania oraz poznawania wiedzy na temat chorób autoimmunologicznych, a w szczególności funkcjonowania jelit, mogę śmiało powiedzieć, że bakterie to podstawa! Oczywiście nie odkryłam Ameryki tym stwierdzeniem, jednak w pewnych tematach trzeba samemu dojść do prawdy, żeby przekonać się, co tak naprawdę działa.

Od ponad roku nieprzerwanie przyjmuję probiotyk. Oczywiście oprócz jogurtu SCD, który nadal mi towarzyszy, bakterie w postaci probiotyku są moim stałym suplementem. Mam zazwyczaj dwa różne w lodówce, z różnym składem szczepów i przyjmuję je na zmianę. W ostatnim roku nie zadziało się ze mną nic, co wskazywałoby na jakikolwiek problem jelitowy. Nawet po pobycie w Polsce, w maju tego roku, gdzie zmiana klimatu była dość dotkliwa i mimo wiosennej aury zmarzłam kilka razy okrutnie, przeziębiłam się, a momentami mój komfort żywieniowy odbiegał od normy, moje jelita współpracowały wspaniale. Przywlekłam ze sobą zapalenie gardła, które mimo wszelkich naturalnych sposobów nie chciało wydobrzeć. Powrót do pracy z obolałym gardłem, gdzie mój głos przy interakcji z ludźmi jest najważniejszy, było nadwyrężane każdego dnia. W końcu poddałam się i przyjęłam przepisany mi antybiotyk. Probiotyk zwiększyłam wtedy do dwóch tabletek w ciągu doby. Jak zwykle dużo witaminy C, kiszonki, bulion z kości, świeże soki warzywno owocowe, imbir, czosnek, codzienna dawka kurkumy w co najmniej jednym posiłku. Tak, urlop czasami może nieźle namieszać w zdrowiu ;)

Piszę Wam o tych bakteriach, bo dostaję maile z powtarzającymi się pytaniami na temat diety SCD. Wielu z Was jest niecierpliwych i oczekuje uzdrowienia w bardzo szybkim czasie. A ja powtarzam, że jelita potrzebują czasu i odpowiedniego traktowania, żeby móc wyzdrowieć. Musimy im dostarczać dobrych bakterii każdego dnia. Muszą to być różne szczepy bakterii, im większa różnorodność, tym lepiej. Bifido bakterie są równie bardzo ważne, zamieszkują głównie jelito cienkie i pomagają w przypadku zespołu jelita drażliwego. Nie unikajcie ich! To, że nie są zalecane do produkcji jogurtu SCD (z powodu możliwego mutowania się) nie oznacza, że trzeba je skreślić z listy szczepów.

To kiedy wprowadzicie mąki orzechowe nie jest tutaj najważniejsze. Wiem, że przepisy są kuszące i po odstawieniu cukru są bardzo oczekiwane, ale orzechy i wszelkie ostre krawędzie np. pestki z kiwi czy truskawek – nie są najlepszym pokarmem dla chorej śluzówki, są ciężko strawne i zbyt obciążają pracę osłabionych jelit. Odżywianie w pierwszych tygodniach SCD jest niezwykle ważne. Gotowane warzywa, rosół, mięso, ryby czy jaja mają przyspieszyć proces gojenia. Dlatego wybieraj te produkty, z którymi czujesz się najlepiej i jeśli np. burak przyczynia się do rozwolnienia, odstaw go na tę chwilę i spróbuj za kilka tygodni. Unikaj wszystkiego co powoduje wzdęcia, ja np. świetnie toleruję kalafior, natomiast brokuły niekoniecznie. Skup się na spokoju w diecie, czasami mniej oznacza więcej. Unikaj alkoholu. Przy utrzymujących się symptomach choroby nie wprowadzaj surowych warzyw i owoców oraz nie eksperymentuj z nowymi produktami, jeśli jelita nie są na to gotowe.

Jedz – pij rosół SCD czy wyciąg z kości, kolagen, żelatyna i minerały w nich zawarte pomogą uszczelnić jelita. Dodawaj do ciepłej (nie gorącej) zupy, już na talerzu ,sok z kiszonek, zaczynaj od łyżeczki dochodząc do łyżki. Po wprowadzeniu kiszonek do diety (kapusty, ogórków i innych warzyw), jedz co najmniej jedną łyżkę tychże dziennie do któregokolwiek posiłku. (Świetne przepisy na kiszonki: www.olgasmile.com).

Słuchaj swojego organizmu, im czyściejsza będzie Twoja dieta, tym więcej od niego usłyszysz. Jedz jak najbardziej naturalnie, mimo że w SCD są dopuszczalne niektóre produkty przetworzone, to staraj się jeść je bardzo sporadycznie. Po wprowadzeniu surowych warzyw i owoców spożywaj je codziennie, też w postaci soków czy koktajli (dodawaj do nich warzywa zielone liściaste: szpinak, jarmuż, botwinę, sałatę rzymską, rukolę, natkę pietruszki, liście kolendry).

Jedz tłuszcz! Postaw na ekologiczne masło, czy ghee, pokochaj olej kokosowy (także do pielęgnacji skóry), sałatki nie skrapiaj, lecz polewaj oliwą z oliwek extra virgin, smaż na tłuszczu kaczym, gęsim, ghee, smalcu, jedz awokado nawet codziennie. Po odstawieniu cukrów organizm musi dostawać energię z pożywienia właśnie w postaci tłuszczów.

Nie przesadzaj z cukrem. To, że owoce są naturalne i zdrowe nie oznacza, że masz je jeść hurtowo, 1-3 dziennie wystarczą. To samo z miodem, łyżeczka dodana do kawy czy innego napoju jest w porządku. Nie zjadaj połowy upieczonego ciasta na bazie mąk orzechowych dziennie. Niech orzechy będą dodatkiem, a nie podstawą posiłku.

Jeśli tylko masz wybór i możesz sobie pozwolić, postaw na ekologiczne (organiczne) warzywa i owoce, na mięso z chowów ekologicznych, na ekologiczne jaja, na ryby łowione dziko, a nie te z hodowli. Jakość jedzenia ma duże znaczenie. To co jemy ma absolutny wpływ na jakość flory bakteryjnej jelit.

250752_339922379449773_2050886267_n

Unikaj chemii jak tylko możesz. Zamień domową chemię na naturalne środki czyszczące. (Przepisy na blogu: www.zielonyzagonek.pl). Sprawdzaj kosmetyki przed ich kupieniem. Używaj naturalnych filtrów słonecznych, np. na bazie cynku, a nie na bazie toksycznych substancji. Tak, one też wpływają na jakość flory bakteryjnej. Lista toksycznych substancji w kosmetykach dostępna jest w Google.

Śpij porządnie, wysypiaj się i traktuj swój sen jako priorytet. Relaksuj się tak jak lubisz. Czy to będzie joga czy medytacja, czy spacer po lesie, wybór jest Twój.

Z suplementów, które przyjmuję to: witamina C 1-2x 1000mg dziennie (w osłabieniu dużo więcej), preparat „multi” czyli zestawienie witamin i minerałów, L-glutamina 1-2 razy dziennie 1 łyżeczka rozpuszczona w szklance wody. Sporadycznie witamina D i witamina K2.

Tak mi się nazbierało tych najcenniejszych rad z ostatnich 3 lat. Mam nadzieję, że komuś się przydadzą :) Chciałam nadmienić, że są to moje osobiste doświadczenia i nie dla każdego będą złotym środkiem.

Wiedzę na temat bakterii zaczerpnęłam również z książki pt. „Dobre Bakterie”, Robynne Chutkan, którą szczerze polecam jako obowiązkową lekturę dla każdego.

ksiazkaW książce znajdziecie również przepisy oraz informacje jak wybrać odpowiedni probiotyk.

Probiotyki, które obecnie przyjmuję:

http://www.healthyessentials.com.au/probiotics/dairy-free-probiotic-10/
150mL-Jar_HE_DF_Probiotic_60vcap

20160530_061842 (2) (543x1024)
https://micro-genics.com.au/probiotic-8/
4974

20160530_061903 (2) (499x1024)

Opublikowano Dieta SCD, Jogurt SCD | Otagowano , , , , , , | 16 komentarzy

Biały król czyli kalafior w roli głównej oraz co się wydarzyło i co się wydarzy

Zupełnie nie wiem dlaczego do tej pory nie poświęciłam mu więcej miejsca na tym blogu. Sporo było o dyni czy o cukinii, a kalafior przemknął w jednej zupie i to chyba na tyle. Nadszedł czas, aby biały król miał swój oddzielny post ;)

DSC_0104 (680x1024)

Osobiście uwielbiam kalafiora. W postaci absolutnie każdej. Od gotowanego, po pieczonego, a nawet, ku mojemu zdziwieniu, surowego trawię bez sensacji. Jest nisko węglowodanowy, zawiera sporo witaminy C oraz potasu i można z niego wyczarować niezwykłe potrawy.

W diecie nisko węglowodanowej kalafior jest świetnym uzupełniaczem posiłku, a także zamiennikiem ryżu, ziemniaków, kaszy kuskus czy chleba. Pewnie kiedyś wspominałam o „ryżu kalafiorowym”, ale nie podawałam przepisu i wariacji posiłków jakie można z niego zrobić.

Na początek przepis na podstawowy ryż z kalafiora. Niezwykłą zaletą tego dania moim zdaniem jest fakt, że można kupić w sezonie więcej główek i przerobić je na taki ryż, następnie zamrozić (np. w mniejszych porcjach) i móc cieszyć się jego smakiem i niesamowitą wygodą przez wiele miesięcy. Tak właśnie robię ja, mimo że kalafior mam dostępny cały rok, to tylko kilka tygodni w roku mogę go kupić w dużo niższej cenie i rezerwuję sobie popołudnie na zrobienie zapasów do zamrażarki.

RYŻ KALAFIOROWY PRZEPIS PODSTAWOWY, składniki: główka kalafiora, 2-3 łyżki oleju kokosowego lub innego ulubionego tłuszczu, sól i pieprz.

RYŻ KALAFIOROWY

RYŻ KALAFIOROWY

Umyj i osusz kalafiora. Podziel nożem na mniejsze części. Na dużej patelni rozgrzej olej kokosowy. Różyczki kalafiora umieść w blenderze (nie wszystkie na raz, po 4-6 części) i zmiksuj przez parę sekund (w zależności od blendera), tak aby uzyskać granulki podobne do ryżu. Jeśli nie posiadasz blendera poszatkuj kalafior bardzo drobno lub zetrzyj na tarce. Smaż całość około 10 – 15 minut, aż odparuje cała woda z warzywa i do momentu kiedy kalafior nie będzie już surowy. Mieszaj dość często, aby uniknąć przypalenia. Dopraw do smaku solą i pieprzem.

Ryż kalafiorowy możesz także upiec, w tym celu umieść granulki kalafiora w dużej misce, polej olejem kokosowym, dopraw solą i pieprzem, wymieszaj dłońmi dokładnie. Następnie wysyp na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę i piecz ok. 25 minut w 200ºC.

Urozmaicenia smaku ryżu kalafiorowego: opcja 1) tuż przed smażeniem kalafiora, zeszklij na patelni posiekaną cebulkę i 1-2 ząbki czosnku, następnie dodaj granulki kalafiora.  Opcja 2) dodaj przyprawy jakie lubisz, np. słodką paprykę, mielony kmin rzymski, kurkumę. Ta ostatnia nadaje piękny żółty kolor i głębię smaku.

Taki ryż jest niezastąpiony w połączeniu z różnymi odmianami curry, wszelkimi potrawami do których używany jest standardowo ryż, jak paella, risotto, smażony ryż z warzywami czy też jako zagęszczacz do wszelkich zup.

CHLEBEK KALAFIOROWY LUB SPÓD DO KALAFIOROWEJ PIZZY, składniki: 4 kubeczki ryżu kalafiorowego (lub ryż z 1 główki), 4 jaja, 2 kubeczki startego sera żółtego SCD, np. cheddara,  sól, pieprz. Przy pieczeniu spodu do pizzy: 3 łyżeczki oregano, 2 przeciśnięte ząbki czosnku.

CHLEBEK KALAFIOROWY

CHLEBEK KALAFIOROWY

Nagrzej piekarnik na 200ºC. Wymieszaj ryż kalafiorowy z jajami i startym serem, dopraw do smaku. Na dużej blasze rozłóż papier do pieczenia i wyłóż masę kalafiorową. Rozprowadź łopatką na jak największej powierzchni. Piecz około 25 minut lub do przyrumienienia. W zależności czy chcesz mieć kalafiorowy chlebek czy spód do pizzy grubość wypieku zależy od Ciebie.

Taki kalafiorowy chlebek jest świetną bazą do kanapek, dodatkiem do zup czy przekąską maczaną w ulubionym dipie czy pomidorowej salsie. Jeśli chcesz użyć go jako bazę do pizzy, najpierw go upiecz zgodnie z powyższym przepisem, a następnie dodaj składniki na górę pizzy i zapiecz ponownie ok. 15 minut.

 

Co się wydarzyło… Niedawno miałam okazję zmierzyć się z rzeczywistością podróżowania wraz z moimi zasadami żywieniowymi. Pierwszy raz od momentu przejścia na SCD wyszłam ze swojej strefy komfortu czyli swojej kuchni na tak długo, jak również opuściłam kraj, w którym pod względem jedzenia czuję się niezwykle komfortowo.

Spędziłam prawie 2 tygodnie w pięknej Nowej Zelandii. I muszę przyznać, że całkiem nieźle sobie poradziłam :) Co prawda nie jestem na początku diety i wiem, że nie uniknę drobnych przecieków cukru czy nabiału jedząc na mieście, ale zasada pierwsza jest najważniejsza: absolutnie bezglutenowo.

Do Nowej Zelandii, jak i zresztą do Australii, nie wolno wwozić żywności, więc niestety nie mogłam zabrać zapasów jedzenia ze sobą.

Wyjazd był objazdówką, czyli codziennie nocleg w innym miejscu, w większości miejsc miałam do dyspozycji kuchnię, więc bajka. Prostota posiłków: jaja na śniadanie, wszelkie warzywa, mięso czy ryby smażone/duszone na obiad, a w czasie jazdy krótkie postoje na przekąszenie wszelkich owoców czy puszki tuńczyka.

W restauracjach kierowałam się również prostotą. Jeśli składniki sałatki mi pasowały, to prosiłam o dressing oddzielnie lub tylko o oliwę z oliwek. Mięso czy ryba grillowane, warzywa podobnie. W jednej z restauracji w mieście Dunedin, kucharze zaproponowali, że ugotują coś z poza menu co będzie zgodne z moją dietą. Mój posiłek został specjalnie przygotowany na czystym stanowisku, przy użyciu czystych, nieskażonych glutenem przyborów kuchennych. Niesamowite! Poczułam się naprawdę wyjątkowo :)

Piękna Nowa Zelandia

Piękna Nowa Zelandia

 

Co się wydarzy… o tym jak daję sobie radę i jak moja dieta ewoluowała od marca 2013 do dziś, mam nadzieję wkrótce opowiedzieć Wam osobiście, gdy za parę tygodni będę odwiedzała swój rodzinny kraj. Jeśli tylko znajdą się chętni na niezobowiązujące spotkanie, ja ze swojej strony postaram się odpowiedzieć na Wasze pytania i posłuchać Waszych historii. Takie spotkanie mogłoby się odbyć w Warszawie, w maju.

Chętnych proszę o zgłaszanie się drogą e-mailową: zdrowiejzscd@gmail.com lub przez FB. Jeśli tylko masz pomysł co do miejsca spotkania czy sposobu jego organizacji, jestem otwarta na propozycje.

Opublikowano kalafior, PRZEPISY, Wegetariańskie | Otagowano , , | 22 komentarzy

Kolejne Święta SCD nadeszły

Jest! Na ostatnią chwilę, ale udało się! ;) I jeśli nie teraz, to może po uroczystościach rodzinnych komuś z Was przyjdzie ochota na wypróbowanie poniższych smakołyków. Ze mną tak już jest, że wena nadchodzi całkiem niespodziewanie. I dziś zamiast przygotowywać kolację z 12 potraw, ja skupiłam się na moich daniach SCD i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z efektu końcowego :)

Jak już wiecie, to moje trzecie (!) Święta Bożego Narodzenia, kiedy całkowicie nie jem tradycyjnych, mącznych, cukrowych czy panierowanych potraw. I tak naprawdę, muszę Wam przyznać, że wcale nie jest mi z tym źle :) No może, gdybym miała okazję spędzać ten czas w Polsce i byłabym bombardowana ogromem zapachów i obrazków na stole, mogłoby być gorzej ;)

Na szczęście w mojej kochanej Australii królują w tym czasie owoce morza, grillowanie ryb czy mięs i mnóstwo świeżych warzyw i owoców, czyli łatwo jest trzymać się naturalnego jedzenia. Mimo wszystko wspomnienia smakowe wracają, a zwyczaje mobilizują do przyrządzenia tradycyjnych potraw.

W tym roku uparłam się, że zrobię pierogi na wigilię. Opcję tych gotowanych odrzuciłam na wstępie, bo mimo że bywają przepisy z wyłączeniem mąki pszennej, a w oparciu np. o mąki skrobiowe czy kasztanową, to i tak są to produkty niedozwolone na SCD. Skupiłam się na mąkach orzechowych, które w późniejszych etapach są jak najbardziej dozwolone. Postawiłam więc na ciasto kruche, które uważam, że idealnie pasuje do farszu kapuściano – grzybowego.

Poniższy przepis na pieczone pierogi dedykuję cierpliwym osobom, które tak jak ja, chcą mieć wigilijne pierogi SCD :)

PIECZONE PIEROGI SCD, składniki: 2 i ½ kubeczka mąki migdałowej, 1 łyżka mąki kokosowej, 1 duże zimne jajo, 5 łyżeczek zimnej wody, ¾ łyżeczki soli, 3 i ½ łyżki masła (lub oleju kokosowego).

PIEROŻKI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI

PIEROŻKI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI

Wymieszaj wszystkie suche składniki, następnie dodaj jajo i wodę, na końcu masło. Możesz użyć miksera do wyrobienia ciasta lub wyrobić ręcznie. Ciasto wyjdzie wilgotne. Włóż je na 30 minut do lodówki. Przygotuj sobie 2 jednakowe kawałki papieru do pieczenia, ok. 30×30 cm. Na blacie kuchennym połóż pierwszy papier i wyłóż ok. 1/3 objętości ciasta. Przykryj drugim kawałkiem papieru i rozwałkuj placek na ok. 4 mm grubości. Następnie zdejmij wierzchni papier (zachowaj go do powielenia czynności) i ostrym brzegiem szklanki lub wycinakiem do ciasteczek zrób na placku kółka.

I teraz zaczyna się ta chwila kiedy cierpliwość pozwoli zrobić pierogi z całej ilości ciasta :) Na blasze połóż papier do pieczenia. Nagrzej piekarnik do 175°C. Trzymając spodni papier zdejmij delikatnie kółeczko ciasta i połóż je na dłoni. Ułóż łyżeczkę farszu (ilość zależy od wielkości kółek) i delikatnie zamknij pieroga kładąc go na blasze. Ciasto będzie pękać i nie będzie się do siebie tak pięknie kleić jak to bywa z tym glutenowym. Mimo wszystko pierogi w czasie pieczenia ani nawet jedzenia się nie rozlatują! I są pyszne! :) Mogą sobie stać w lodówce spokojnie parę dni. Bardzo smacznie współgrają nawet na zimno z filiżanką gorącego czerwonego barszczu. Mimo niełatwej pracy, efekt jest wart poświęcenia. Jeśli chcesz nadać pierogom trochę połysku, możesz posmarować je spienionym białkiem jaja tuż przed pieczeniem.

WIGILIJNE PIEROGI SCD

WIGILIJNE PIEROGI SCD

Mam też opcję dla tych, którzy mimo chęci pozostają bierni w lepieniu pierogów ;) Z tego samego ciasta możesz zrobić pyszne tarty z tym samym nadzieniem wigilijnym!

Ja użyłam miseczek tartowych o średnicy ok. 12 cm. Możesz użyć jednej dużej formy lub nawet pojemników na muffiny. Takie porcje mniejsze są poręczne, bo bez konieczności krojenia dużej tarty mamy tzw. personalizowane danie.

Powtórz czynność z rozwałkowaniem ciasta pomiędzy kawałkami papieru, placek może być nawet nieco grubszy. Wyłóż tak przygotowanym ciastem formę, w której zamierzasz piec tartę. Podziurkuj ciasto widelcem, co zapobiegnie się jego wybrzuszaniu. Jeśli używasz jednej dużej formy, pamiętaj zostawić ok. 1/3 całości ciasta do przykrycia farszu. Formę wyłożoną ciastem wstaw do piekarnika nagrzanego do 175°C. Czas pieczenia zależy od grubości ciasta, zwykle około 10 min powinno wystarczyć. Gdy ciasto nabierze złotawego koloru, oznacza to, że się upiekło. Wyjmij foremkę z piekarnika i napełnij ją farszem. Na wierzch połóż pozostałe ciasto. Może to być rozwałkowany placek lub też kawałeczki porwanego ciasta. Farsz nie musi być cały przykryty. Wstaw ponownie do piekarnika na ok. 10-13 minut, do przyrumienienia wierzchu.

TARTY Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI

TARTY Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI

Inwencja twórcza wierzchu tarty dozwolona :) Moje zostały posypane kminkiem. A tak prezentują się w środku:

TARTA Z NADZIENIEM

TARTA Z NADZIENIEM

A jak już najecie się wytrawnych wigilijnych potraw, to koniecznie wypróbujcie imbirowe ciasteczka, które może nie są tak popularne w Polsce, ale tutaj kształty imbirowych ludków czy reniferów są pysznym świątecznym smakołykiem :)

CIASTECZKA IMBIROWE, składniki: 2 kubeczki mąki migdałowej, ¼ łyżeczki soli, ¼ łyżeczki sody, 1 łyżeczka cynamonu, 2 łyżeczki sproszkowanego imbiru, ¼ łyżeczki mielonego ziela angielskiego, 3 łyżki miodu, 4 łyżki masła lub oleju kokosowego.

CIASTECZKA IMBIROWE SCD

CIASTECZKA IMBIROWE

Zmieszaj w misce wszystkie suche składniki, dodaj miód i masło/olej i wymieszaj dokładnie. Ciasto bardzo łatwo się wyrabia. Wielkość ciasteczek dowolna. Ja brałam łyżkę ciasta na dłoń, rolowałam kulkę, którą następnie spłaszczałam dłonią na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Piecz około 12-15 minut w 175°C. Pilnuj ciastek, żeby się nie przypaliły. Po wyjęciu z piekarnika, zanim się do nich dopadniesz, pozwól że przestygną ok. 15 minut ;)

Chcąc uzyskać jednakowy kształt, wykroiłam idealne kółka wycinakiem do ciastek zaraz po upieczeniu kiedy ciasto było jeszcze miękkie. Udekoruj ciasteczka z pomocą mąki kokosowej, przesianej przez małe siteczko. Pachnące i pyszne, słodkie z nutą pikantnego imbiru. Idealna świąteczna rozkosz dla podniebienia!

 

Wszystkim moim czytelnikom życzę wspaniałych ZDROWYCH i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Oby ten czas spędzony w spokoju i radości obfitował w ulubione Wasze smaki.

Dziękuję za wspólnie spędzony kolejny rok i mam nadzieję, że w przyszłym 2016 lista zdrowiejących osób będzie się wciąż wydłużać. Dziękuję też za życzenia, które mi przysyłacie :) Kończę pisanie, publikuję tego posta i wracam do mojego tropikalnego, wigilijnego stołu :)

CIASTECZKA IMBIROWE

CIASTECZKA IMBIROWE

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Desery, Wegetariańskie | Otagowano , , , , , , | 15 komentarzy

Najlepsze lekarstwo dla jelit i nie tylko…

Tytuł tego posta pewnie przyciągnie mocno Waszą uwagę. I słusznie, bo o to mi chodzi. W końcu zdrowe jelita to podstawa!

Dziś będzie o znakomitym dobrodziejstwie dla jelit, na chore gardło, a także dla skóry, włosów, paznokci itd. Kilka miesięcy temu natknęłam się na informacje na temat krewnego rosołu, a konkretnie mówiąc „wywaru z kości”. Brzmi może dziwnie, ale to właśnie ten wywar, prawidłowo przygotowany, pyrkający bardzo długo na małym ogniu, jest eliksirem zdrowia :)

Zanim trafiłam na szkolenie z gotowania kostnych bulionów, nastawiałam raz w tygodniu mój wolnowar, będąc przekonana, że wszystko robię idealnie. Okazało się jednak, że nie wszystko jest takie oczywiste. Od przemiłej organizatorki szkolenia, Sue, dowiedziałam się paru nowych rzeczy, które udoskonaliły mój super odżywczy bone broth.

Do przygotowania wywaru potrzebujemy duży wolnowar lub bardzo duży, ok. 5 litrowy, gar. Im większy tym więcej możemy ugotować za jednym razem.

20150305_201856 (1024x738)

WYWAR Z KOŚCI DROBIOWYCH  składniki na ok. 2,5 litra wywaru: 1,5 – 2kg kości (od korpusu, po skrzydełka, udka), 2 szyjki i/lub 2 łapki, 2 łyżki octu jabłkowego (białego winnego lub zwykłego), 4 litry przefiltrowanej wody (tak aby woda pokryła kości), 2 duże cebule, 2 marchewki, 2 łodygi selera naciowego lub kawałek selera bulwiastego, kilka gałązek natki pietruszki i/lub tymianku, liść laurowy, 1 łyżka ziaren pieprzu czarnego. Opcjonalnie: 3 ząbki czosnku, 2 cm korzenia imbiru, 1 cm korzenia kurkumy.

Ułóż kości na dole garnka, dodaj ocet, warzywa, przyprawy, zalej wodą. Całość doprowadź na sekundę do wrzenia, a następnie zmniejsz ogień do minimum. Jeśli gotujesz w wolnowarze, ustaw na opcję LOW (najniższa temp) i na czas 12-24h. Bulion z kości kurczaka powinien gotować się do 24h. Jeśli woda odparuje w czasie gotowania możesz ją uzupełnić. Na koniec, po przestudzeniu, przecedź bulion przez gęste sitko lub ściereczkę, rozlej do pojemników i wstaw do lodówki.

WYWAR Z KOŚCI WOŁOWYCH składniki na 4 litry wywaru: 3 kg kości wołowych (szpikowe, żeberka, mostek, podudzia), 2-3 łyżki octu jabłkowego (białego winnego lub zwykłego), 4-5 litrów filtrowanej wody, 3 cebule, 3 marchewki, 3 łodygi selera naciowego lub 1/2 bulwiastego, kilka gałązek natki pietruszki i/lub tymianku, liść laurowy, 1 łyżka ziaren pieprzu czarnego.

Wykonanie jak wyżej. Czas gotowania kości wołowych 24-48h.

KILKA WAŻNYCH WSKAZÓWEK:

  • Jeśli używasz kości z mięsem (np. całego kurczaka), po ok. 2h gotowania wyjmij kości mięsne, obierz mięso (zachowaj do zjedzenia), kości wrzuć z powrotem do garnka.
  • Jeśli masz kości z: pieczonego kurczaka czy innych pieczeni, nie wyrzucaj ich! Na nich również możesz ugotować wywar.
  • Jeśli używasz korzenia imbiru czy kurkumy przekrój go w poprzek lub zgnieć trzonkiem noża. Osobiście uwielbiam smak imbiru i zawsze go dodaję. Kurkuma jest bardzo zdrowa i jednocześnie nadaje bulionowi piękny kolor (bądź ostrożny, bo barwnik jest bardzo silny).
  • Natkę pietruszki najlepiej jest wrzucić na 1-2h przed końcem gotowania bulionu.
  • Możesz dodać sól, jednak dobrze jest to zrobić po ugotowaniu, często sól nie jest potrzebna w końcowym smaku, zależy od upodobań smakowych.
  • Ocet jest potrzebny do zakwaszenia kości – do uzyskania z nich większej ilości składników mineralnych.
  • Nigdy nie wlewaj gorącego wywaru do plastikowych pojemników. Najlepsze są szklane pojemniki, np. słoiki.
  • Bulion przechowuj w lodówce do 5 dni, w zamrażarce do 6 miesięcy. Jeśli mrozisz w słoikach, napełniaj słoik do 4/5 pojemności (zamrożony bulion zwiększa swoją objętość).
  • Jeśli masz mały zamrażalnik możesz powlewać wystudzony bulion do woreczków z zamknięciem strunowym i ułożyć je na płasko jeden na drugim. Do małych porcji przydają się też silikonowe formy na muffiny lub foremki na lód.
  • Po wystudzeniu konsystencja bulionu powinna być gęsta, galaretowata. Jeśli bulion jest wodny, prawdopodobnie stosunek wody do ilości kości był za duży.
  • Jeśli tylko możesz używaj kości z gospodarstw ekologicznych, im lepszej jakości składniki, tym bardziej wartościowy produkt końcowy.
  • Jeśli tylko masz dostęp do innych kości, np. baranich, też możesz ich użyć, bulion z baraniny jest równie zdrowy (ja często robię wołowo-barani) i ma zwykle więcej tłuszczu.
  • Po przelaniu bulionu do słoików wstaw je do lodówki, po paru godzinach na powierzchni zetnie się tłuszcz. W moich słoikach jest to zwykle od 0,5 cm do nawet ponad 1 cm tłuszczu. Jeśli chcesz przetrzymać bulion w lodówce na dłużej niż 5 dni, nie zdejmuj plastra tłuszczu dopóki nie potrzebujesz zużyć bulionu, jest świetnym „konserwantem”. Zwykle z całego plastra zostawiam ok. 1/4 tłuszczu w bulionie, a resztę zostawiam na później do smażenia/pieczenia mięs.
SŁOICZKI Z BULIONEM Z KOŚCI WOŁOWYCH

SŁOICZKI Z BULIONEM Z KOŚCI WOŁOWYCH

Najdelikatniejszy w smaku jest bulion z kości kurczaka, intensywny wołowy, a słodki w smaku barani. Jeśli nie jesteś fanem bulionu mięsnego polecam przygotowanie wywaru z ości. Taki bulion rybny ma mnóstwo kolagenu.

WYWAR RYBNY składniki: 1 cały szkielet rybi białej, nietłustej ryby, 1 głowa rybia, 1 łyżeczka masła klarowanego, 2 cebule (pokrojone w kawałki), 1 łodyga selera naciowego, 2 łyżki octu jabłkowego (białego winnego lub zwykłego lub białego wytrawnego wina), natka pietruszki, tymianek, liść laurowy, opcjonalnie: koper włoski, szafran.

W garnku rozpuść masło klarowane, dodaj cebulę, mieszaj ok. 15 minut, do zeszklenia, następnie dodaj szkielet, warzywa, zalej wodą, doprowadź do wrzenia i od razu zmniejsz ogień do minimum, gotuj do 1h. Po przestudzeniu przecedź na gęstym sicie lub przez ściereczkę. Przechowanie w lodówce do 5 dni, zamrożony do 6 miesięcy.

A oto zalety wywaru z kości: żelatyna zawarta w wywarze chroni i pomaga w gojeniu się śluzówki jelit, a także pomaga w trawieniu składników odżywczych; bardzo skuteczny w walce z przeziębieniami, grypą; kolagen i żelatyna wspomagają wzrost włosów i paznokci, a także wpływają na stan skóry; glukozamina zawarta w wywarze stymuluje produkcję kolagenu, pomaga w zdrowieniu stawów, redukuje ból i zapalenie; wapń, magnez i fosfor zawarte w bulionie pomagają w odbudowie kości; zawiera wszystkie składniki odżywcze i minerały znajdujące się w kościach i ścięgnach, a powolne gotowanie zachowuje składniki odżywcze (lepsze źródło cennych składników niż tabletka suplementu); bogaty w naturalne aminokwasy glicynę i prolinę, które mają właściwości przeciwzapalne; glicyna wspomaga trawienie i wydzielanie kwasów żołądkowych, może też działać uspokajająco, co wpływa na jakość snu.

Taki wywar kostny to nie tylko świetna baza do wszelkich zup czy sosów, ale również idealny ciepły napój na chłodne wieczory. Popijaj filiżankę bulionu z każdym posiłkiem, wspomożesz trawienie i odżywisz dodatkowo organizm.

RAZEM Z SUE POD KONIEC SZKOLENIA

RAZEM Z SUE POD KONIEC SZKOLENIA

Jeśli chcecie poczytać więcej: http://thewholefoodhome.com/

Opublikowano Baranina, Drób, PRZEPISY, Ryba, Wołowina | Otagowano , , , | 34 komentarzy

Co się ostatnio wydarzyło…

Dawno mnie tu nie było… Postanowiłam powrócić :) Po części za sprawą moich przemiłych czytelników, którzy namówili do napisania posta, a z drugiej strony, myślę że nadszedł najwyższy czas :)

W ostatnim poście napisałam Wam o mojej historii z SCD, która już w tej chwili opiewa na 2,5 roku. Pochwaliłam się jak dobrze się czuję, jak się odżywiam i co zamierzam jeść dalej. I wszystko pewnie by tak zostało gdyby nie fakt, że po kilku tygodniach mój organizm postanowił się zbuntować. Dziś czuję i wiem co to spowodowało. Był to okres kiedy musiałam się pogodzić z odejściem mojego kochanego Dziadka. Będąc tak daleko od Polski nie miałam szansy Go pożegnać, ani choć na chwilę na niego spojrzeć ostatni raz. Emocje towarzyszące mi w tym czasie były bardzo silne. Smutek ogarniał mnie każdego dnia, a złość, że nie mam na to wszystko wpływu powodowała jeszcze większe napięcie. Chodziłam do pracy, do której już nie chciałam chodzić. Czułam, że robię sobie wbrew. Wtedy miałam taki właśnie niefajny czas. I wtedy po ponad 2 latach spokoju dostałam zaostrzenia. Tym razem czułam je bardzo wyraźnie, dokładnie wiedziałam, że się zbliża. Byłam dodatkowo rozdrażniona, zaczęłam odczuwać problemy trawienne, wypróżnienia zaczęły szwankować. No i bum, stało się. Od tego momentu moja dieta wróciła do startu z SCD, rosół, gotowane mięso, warzywa itd.

Piszę Wam o tym, bo chcę żebyście wiedzieli, że nie jestem cudownym stworzeniem, które raz się wyleczyło z zaostrzenia choroby i pewnie będzie tak żyło na zawsze. Immunologia jest bardzo skomplikowana. To jak organizm funkcjonuje raz dotknięty chorobą autoimmunologiczną zależy od bardzo wielu czynników. Z każdym dniem uczę się czegoś nowego. Czytam o nowych badaniach na temat jelit i ich połączenia z mózgiem. Wiem jak szalenie ważna jest dieta, sen czy stan psychiczny. To co dzieje się w głowie od razu odbija się na funkcjonowaniu układu trawiennego i pracy jelit. To niesamowite jak dużo zależy od jakości Twoich myśli i podejścia do stresu.

Na przełomie marca i kwietnia czułam się raz lepiej raz gorzej. Mam wrażenie, że to zaostrzenie było zupełnie inne od pozostałych. Często odbierało mi sporo energii. Plany weekendowe odkładałam do ostatniej chwili, bo nie miałam bladego pojęcia jak będę się czuła na kolejny dzień rano. Raz wstawałam i mogłam góry przenosić, a raz najchętniej przeleżałabym cały dzień w ciszy. Ten kolejny atak zmusił mnie znowu do dalszego zgłębiania wiedzy dotyczącej zdrowia. Zakupiłam książkę amerykańskiej doktor Amy Myers, pt. „Rozwiązanie problemu z autoimmunologią” (tytuł oryginalny: „The Autoimmune Solution”). Autorka opisuje podejście lekarzy oraz proces leczenia konwencjonalnego i tłumaczy, że nie jest on rozwiązaniem dla chorych. Ona stawia na powrót do korzeni, bardzo naturalne jedzenie, odstawienie kofeiny, alkoholu, cukru, produktów przetworzonych, zbóż/ziaren, strączkowych, nabiału oraz jaj, a także w niektórych przypadkach także warzyw psiankowatych. Za wszelką cenę należy unikać chemii czy to w jedzeniu, czy w kosmetykach, środkach do sprzątania, itd. Jej zdaniem toksyny, które kumulują się latami w człowieku są największym problemem, który powoduje autoagresję.

Program oczyszczający i wyciszający organizm, którego Amy jest autorem trwa 30dni. Po tym czasie prawdopodobieństwo, że remisja będzie trwała długo jest bardzo duże. Jeśli otarliście się o Protokół Autoimmunologiczny, to program ten jest bardzo do niego zbliżony. Część książki poświęcona jest planowi żywieniowemu, przepisom, które bardzo ułatwiają przebrnięcie przez te 30 dni.

Pewnie zastanawiacie się czy już zrobiłam ten program? Gdy zaczęłam czytać tę książkę, miałam wrażenie, że ta kobieta pisze o mnie. O moich przemyśleniach, o moim nastawieniu do świata w trakcie zaostrzenia, o moim zmęczeniu, niechęci do spotkań z ludźmi itp. Dokładne scenariusze mojego życia pojawiły się w tej książce. To może wydawać się śmieszne, ale dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że nie jestem ani pokręcona ani dziwna, po prostu tak zachowuje się organizm dotknięty autoagresją. Postanowiłam jak najszybciej rozpocząć program. Chciałam go zrobić przed wizytą mojego Taty, który miał przylecieć do nas pod koniec kwietnia. Miałam dokładnie 30 dni do Jego wizyty. Gdy wgłębiłam się w zasady programu i wdrożyłam pierwsze 3 dni, zdałam sobie sprawę, że teraz nie dam rady. Ilość surowych posiłków (warzyw i owoców) była nie do zaakceptowania w trakcie zaostrzenia. Po odstawieniu jaj, warzyw psiankowatych i ewentualnym odstawieniu surowizny mój jadłospis dramatycznie by się zawężył. Nie tylko to stało się w tym czasie problemem. Odstawienie kofeiny okazało się być trudniejsze niż myślałam. Trzeciego dnia bez kawy ból głowy był nie do zniesienia. Opadłam kompletnie z sił. Leżałam kilka godzin na kanapie nie mając siły na nic. Nie sądziłam, że to będzie aż tak trudne. Zdałam sobie sprawę, że to nie jest dobry czas na robienie tak radykalnych zmian. Stwierdziłam, że najpierw muszę doprowadzić się do remisji, nabrać sił. Tak też zrobiłam. Wymieniłam kosmetyki na nietoksyczne, a olej kokosowy zaczął mi służyć jako balsam do ciała. Zerwałam z lakierem do włosów i innymi toksycznymi rzeczami, bez których okazało się, że mogę żyć. Jeszcze większą uwagę przykładam do jakości żywności, jeśli tylko to możliwe, zawsze wybieram organiczne warzywa i owoce oraz mięso od zwierząt karmionych trawą.

Czas kiedy gościł u mnie Tata był dość intensywny, dużo podróżowaliśmy. Mnóstwo wrażeń i emocji, czasem stres. Zaostrzenie się ciągnęło za mną, momentami sprawiając wrażenie, że jestem już na końcówce. Po urlopie, wróciłam do swoich obowiązków, do normalnego funkcjonowania, opadły emocje, wrócił spokój i nastała remisja. Radość przeogromna, znowu jest normalnie! Mimo uspokojenia, jeszcze parę tygodni nie jadłam surowizny, z niezwykłą ostrożnością układałam jadłospis. Wiem, że to zasługa zarówno diety jak i spokoju wewnętrznego. W czasie tego pogorszenia wróciłam także do ziół od mojego naturopaty. (Pytacie mnie o skład ziół – nie mam pojęcia co w nich jest, dla mnie najważniejsze, że pomagają).

Dziś powracam do książki dr Amy i do tematu. Znów cieszy mnie eksperymentowanie w kuchni i testowanie nowych przepisów. Raduję się pełnią zdrowia. Wciąż praktykuję jogę, która działa jak najlepsze lekarstwo. Zrobiłam niedawno badania krwi, które pokazały, że wszytko jest w porządku. Ku mojemu zdziwieniu wyniki są nawet lepsze niż poprzednie, robione także w okresie remisji. I oby ta równowaga utrzymała się jak najdłużej! Pozdrawiam zimowo – wiosennie wszystkich czytelników :)

Z kochanym Tatą, maj 2015

Z kochanym Tatą, maj 2015

Opublikowano Dieta SCD, Etapy diety SCD | Otagowano , , , , | 12 komentarzy